logo aaa
logol
thumbnail
Po trzeciej Gali Finałowej

Trzecia edycja Nagrody Literackiej Gdynia została rozstrzygnięta. Oto zebrane komentarze tegorocznych zwycięskich książek, Gali oraz refleksje samych laureatów.

 

Zwieńczeniem dwudniowych „Literaturomanii” była Gala finałowa trzeciej edycji Nagrody Literackiej Gdynia, która odbyła się 14 czerwca na scenie plenerowej na gdyńskim Skwerze Kościuszki, czyli… na brzegu morza, przy Darze Pomorza. – Wybór tego miejsca nie jest przypadkowy, bo morze dla osób, które tutaj żyją i przybywają, zawsze było inspiracją, pobudzało wyobraźnię, ale także sprawiało, że oddychało się tu pełną piersią. Myślę, że właśnie taka inspiracja dla współczesnej polskiej literatury może być najlepszym przesłaniem Nagrody Literackiej Gdynia – rozpoczął uroczystość jej gospodarz, prezydent miasta Wojciech Szczurek.

Chwilę później poznaliśmy trzech laureatów, choć wybór ich ponownie nastręczył Kapitule wiele trudności, jak zawsze przy tak odpowiedzialnym zadaniu. A wszystko dlatego, że – jak mówił jej przewodniczący, prof. Piotr Śliwiński – My (Polacy) w pisaniu książek jesteśmy naprawdę nieźli. Bywamy dobrzy, a czasami świetni, wręcz mocarni. Nam pisanie książek wychodzi lepiej niż kopanie piłki futbolowej, budowanie autostrad, obawiam się również, że lepiej niż balet klasyczny. Byłoby bardzo dobrze, gdyby naszej świetności w pisaniu książek odpowiadała świetność w ich czytaniu. I tak rozumiem sens powołania Nagrody.

Laureat w kategorii poezja Adam Wiedemann przyznał szczerze, że po cichu liczył na to wyróżnienie, ale z przesądności nie przygotował żadnej przemowy. – Tak się zastanawiam, czy trzeba być wybitnym poetą, żeby dostać nagrodę, czy też trzeba dostać nagrodę, żeby zostać wybitnym poetą? Myślę, że nad tym możemy sobie dzisiaj pomedytować – skwitował krótko, ale dosadnie.

W „Prozie” uhonorowano znakomitego pisarza, o którym mawia się, że nigdy się nie zestarzeje – Mariana Pankowskiego. Nagrodzono jego „Ostatni zlot aniołów” – książkę, która uderza językiem. Gęstym, wesołym, zmysłowym. Językiem, który szaleje w pewnym sensie, doskonale wolnym – jak to opisał w laudacji prof. Paweł Śpiewak. Jako że 89-letni pisarz nie mógł dotrzeć z Brukseli do Gdyni, w jego imieniu list przeczytał wydawca Piotr Marecki: – Żal mi, że mnie tam nie będzie… Jeszcze nie widziałem naszego morza. Losy wojenne pchnęły mnie, via Auszwic, Gross Rosen i Bergen Belsen do Belgii… Pierwsze morze ujrzałem w Ostendzie. Postaram się, jeszcze w tym życiu, poznać nasz Bałtyk i miasto, które tak życzliwie odniosło się do moich Aniołów. – Wiele wskazuje na to, że marzenie M. Pankowskiego się ziści podczas planowanych jesienią spotkań z laureatami „Gdyni”.

Gościć będziemy wtedy również uznanego poetę oraz zwycięzcę „Gdyni” w kategorii eseju – Piotra Matywieckiego, który napisał „Twarz Tuwima”. – Nie ukrywam, że największą miałbym satysfakcję, gdyby ta moja książka przyczyniła się do powrotu Juliana Tuwima w świadomości Czytelników. – powiedział z nadzieją autor odbierając laury.

Co ciekawe, tuż po Gali wśród Gości można było usłyszeć już rozmowy nt. czwartej edycji Nagrody Literackiej Gdynia. Prognozy werdyktów, sugestie czy wręcz pomysły na temat kontynuacji „Literaturomanii”, Dodatku Literackiego i innych inicjatyw Gdyni. Wnioski wydają się oczywiste – i co ważniejsze – krzepiące.

 

Na zdjęciu na pierwszym planie – Katarzyna Groniec. W tle Kapituła Nagrody oraz Andrzej Poniedzielski.

 


Copyright: MBP Gdynia

projekt: Ambermedia